O autorze
Zapraszam dorosłych do świata nastolatków, o którym często nie mają zielonego pojęcia. Jestem autorem książki „Zakaz wstępu! O młodzieżowej (pop)kulturze i relacjach społecznych”, prowadzę stałą rubrykę "Świat młodzieżowych fascynacji" w „Problemach Opiekuńczo-Wychowawczych”. Pracuję w instytucie badawczym jako m.in. redaktor czasopism naukowych.

Świeżaki jak relikwie czy łupy wojenne?

Bardzo trafny komentarz obrazkowy anonimowego autora.
Bardzo trafny komentarz obrazkowy anonimowego autora. Kwejk.pl
Temat bardzo na czasie. Już napisano o świeżakach wszystko, wiadomo – każdy ma bekę, za kilka dni pozostanie tylko zgaga, a w grudniu jak co roku znów Lidl rzuci do sklepów karpia… Znamy to doskonale – „Biedaków Cebulaków” w kroksach, którzy owładnięci konsumpcją pobiją się o ostatni mikser pięć złotych tańszy, a przy okazji wyzywają kasjerów. Pewnie tak będzie, internet znów się pośmieje. Tylko zbyt łatwo wygłasza się różne sądy o „Cebulakach”, „Karynach i świeżakach dla Brajanków”, rodzicach, które mają „hore curki”, muszą mieć wszystko natychmiast i za darmo, sąsiadach zazdrosnych o 500+ dla „nierobów” albo „dzieciorobów”. Ale zdecydowanie o coś tutaj chodzi. Co nam mówią te maskotki z Biedronki o współczesnej Polsce?

Infantylizujemy się
Czytając zalew dyskusji o świeżakach, łatwo wpaść na to, że ten naród zgłupiał. Bo faktycznie emocje, jakie wyzwoliły świeżaki, są wyolbrzymione, a rozmiar zjawiska nieadekwatny do tematu. Te zwykłe maskotki jako zabawki dla dziecka są tak naprawdę obiektem pożądania dorosłych. Czytałem komentarze pełne infantylizmów, zdrobnień i spieszczeń, w których dorosłe kobiety spierały się o to, który świeżak jest najładniejszy. Wszystkie rozmówczynie znały imiona maskotek. Dorośli zachowują się jak dzieci. Widocznie Biedronka przypadkiem uruchomiła jakąś czułą nutę „wewnętrznego dziecka” u dorosłych Polek i Polaków. Wszystko pod pretekstem promowania jedzenia warzyw u dzieci – skądinąd bardzo słusznym.
Im większa beka z miłośników świeżaków jako ludzi infantylnych, tym większa jedność jest po drugiej stronie. Z obrońcami świeżaków jest jak z obrońcami innych wartości – w internecie stanowią zwartą grupę dyskutantów, gotowi z pełnym poświęceniem bronić tej idei. Są też zdolni do bezpardonowych ataków, kiedy czują, że ktoś po nich „jedzie”. Jednak zawsze zwrócą uwagę, gdy świeżak ma zostać kupiony niezgodnie z ich wyobrażeniem.



Do tego dochodzą media społecznościowe – powstała liczba memów, fanpejdży, filmików tylko nakręca zainteresowanie. Przykłady można znaleźć w tym poście sprzed kilku dni z Natemat: Mateusz Marchwicki, Gang Świeżaków a sprawa polska

Biedronka, czyli wszyscy jesteśmy Polakami
Już nie pokutuje łatka Biedronki jako sklepu dla „biedaków”. „Biedacy” nie kupują win portugalskich, prosecco w lecie, serów, krewetek czy awokado. Jesteśmy dumni, że dla nas teraz to żaden luksus. Awansowaliśmy cywilizacyjnie, choć wciąż się wkurzamy w internecie, że Niemcy zarabiają cztery razy więcej, a ceny mamy podobne. Ale już nas stać na te same produkty. To po prostu sklep dla każdego. Możesz w Biedronce wydać dziesięć złotych, jak i dwieście. I wszyscy będą zadowoleni z cen i jakości.

Nasi rodzice, pokolenia 30-40 latków, chodzili do Biedronki, bo było tanio. Pracowali w Biedronce, która wówczas była bardzo często opisywana przez skandaliczne łamanie praw pracowniczych. Ja pamiętam jeszcze te czasy, nie tak odległe. Minęło kilkanaście lat i zmieniło się tak naprawdę wszystko. Moje pokolenie ma z Biedronką wyłącznie pozytywne skojarzenia jako klienci i jako pracownicy sklepów. Poza tym nas już stać – na tym polega zasadnicza różnica oraz ofert pracy jest coraz więcej, nie trzeba żebrać o pracę i być traktowanym jak niewolnik. To także kawałek ważnej historii współczesnej Polski, zmiany pokoleniowej. Moje pokolenie mimo wszystko ma większą świadomość swojej wartości i zdecydowanie większy wybór. I krótszą pamięć. Świat się zmienia, Biedronka zmieniła się bardzo na korzyść.

Co mają świeżaki do tożsamości narodowej? Myślę, że w obecnych czasach unifikacji poglądów i łatwości zwierania szeregów (np. przeciwko czemuś) bardzo dużo. Biedronka stała się ostoją polskości, jest wszechobecna niczym kościoły. Na stałe wpisała się w polski krajobraz niczym wierzby na Mazowszu czy właśnie przydrożne kapliczki. I do tego jest stale zapełniona, zwłaszcza w niedzielę po kościele (na bieżąco śledzę wypowiedzi kasjerów na pewnym fanpejdżu).

Biedronka, czyli awans cywilizacyjny
Wystarczy w towarzystwie wspomnieć, że się nie kupuje w Biedronce, by nastąpił zmasowany atak. To deklaracja „odrębności” zbyt duża dla przeciętnej Polki i przeciętnego Polaka. Atakując Biedronkę, atakuje się nas samych. Byłem świadkiem wielu takich rozmów. Zaczynają się one od lekkiej konsternacji, jakbyśmy na chwilę odświeżyli sobie własne kompleksy, już po sekundzie następuje odwet przepełniony pewnością siebie. Miliony Polek i Polaków nie mogą się mylić. Ale dochodzi też do sytuacji, w których gospodarze na pytania gości przy stole odpowiadają z dumą, że to wszystko z Biedronki. Dotyczy to też ludzi bardziej zamożnych, którzy publicznie wychwalają wino z Biedronki, obnoszą się zakupem: „prosecco z Biedronki za jedyne dwadzieścia złotych”. Nie wspominając o niskich względnie cenach drogich z reguły alkoholi. Polaka stać już na whiskey!

Może z perspektywy dużego miasta tego tak nie widać, ale pamiętam emocje towarzyszące moim rodzicom, którym postawiono rok temu Biedronkę pięć kilometrów od domu (jedyny sklep w ich gminie na zachodzie Polski). Nagle okazało się, że otworzył się przed nimi lepszy świat pełen produktów, których nie znają. Wreszcie mogli pojechać do sklepu, do którego chodzą wszyscy Polacy – bez wydawania na benzynę czy marnowania czasu. Cała gmina oszalała. Dodam, że w miejscowości rodziców jest raczej drogo, a produkty rolne nabywane bezpośrednio od tzw. chłopa kosztują tyle, co w Warszawie na ekobazarach (sam się zdziwiłem).

Biedronka, czyli przeproszenie się z kapitalizmem
Teraz skoro cały naród przeprosił się z kapitalizmem, trochę się dorobił, ma też wsparcie państwa w postaci 500+, a pracy w Polsce jest dużo i do tego wbrew kłamstwu obecnej władzy Polska wcale nie jest w ruinie – Biedronka przestała być obciachem jako miejsce pracy (znam kasjerów, którzy chwalą tę pracę) oraz jako miejsce robienia zakupów. W tej ostoi polskości przy okazji niby zwykłej czynności, jaką jest robienie zakupów, świeżaki stały się dyplomem z miłości nie tylko do Biedronki, lecz także do konsumpcjonizmu, wyboru towarów w różnych cenach z różnych stron świata, swoistej wolności. Skoro wszystkich nas zjednoczyła Biedronka, teraz dopiero można zacząć się wyróżniać, np. zebraną kolekcją świeżaków. Można wysłać dzieciaka do szkoły, których maskotki będą wzbudzały autentyczną zazdrość. Można pochwalić się na forum czy Facebooku, że się je ma. Dorośli będą zazdrościć jeszcze bardziej. I na chwilę poczują się lepiej.

W tym kontekście świeżaki jawią mi się jako relikwie – coś świętego z pobliskiego kościoła, coś, czego profanować nie wolno, bo od razu wierni stają do szeregu i walczą o dobre imię samych siebie. Poprzez zdjęcia świeżaków na wallach i chwalenia się nimi w komentarzach te maskotki jawią mi się też jako łupy wojenne – bo faktycznie trzeba o nie zawalczyć, postarać się, wiernie robić zakupy, wydawać kasę i nie omijać Biedronki na trasie swoich spacerów.

Świeżaki to emblematy współczesnej Polski, definiują naszą przynależność czy tożsamość narodową i uwielbienie dla kapitalizmu. Możemy hejtować zjawisko, wyśmiewać je, ale wciąż jesteśmy u siebie ze swoimi.

Biedronka spoiwem narodu? Trochę tak, zwłaszcza że kupowanie w Biedronce obwarowane jest silnym poczuciem dumy i awansu społecznego. W końcu nas stać! I to jest całkiem pozytywna konkluzja.


PS
Zapraszam do lektury moich dawnych postów związanych z tematem:
Dżesiki i Brajany - co nowe imiona mówią nam o Polsce
Czego słuchają Polacy? YouTube a prawda o narodzie
Trwa ładowanie komentarzy...