O autorze
Zapraszam dorosłych do świata nastolatków, o którym często nie mają zielonego pojęcia. Jestem autorem książki „Zakaz wstępu! O młodzieżowej (pop)kulturze i relacjach społecznych”, prowadzę stałą rubrykę "Świat młodzieżowych fascynacji" w „Problemach Opiekuńczo-Wychowawczych”. Pracuję w instytucie badawczym jako m.in. redaktor czasopism naukowych.

Czy młodzi ludzie zawalczą o demokratyczną Polskę? Jest nadzieja!

Demonstracja pod Pałacem Prezydenckim 18 lipca
Demonstracja pod Pałacem Prezydenckim 18 lipca Zdjęcie mojego autorstwa
Na wczorajszej demonstracji w Warszawie (18 lipca) w obronie wolnych sądów pojawiło się bardzo dużo młodych ludzi. Przyszli pod Sejm i Pałac Prezydencki uzbrojeni w smartfony i świece. Relacjonowali na bieżąco wydarzenia na swoich profilach w mediach społecznościowych. Facebook praktycznie nie spał, a na dzisiejszą demonstrację pod sejm zwołują się już od rana. Co takiego się wydarzyło, że młodzi ludzie w środku sezonu wakacyjnego zainteresowali się wreszcie losami swojego kraju?

Dla mnie to było ogromne zaskoczenie, miałem wrażenie, że młodzi ludzie zdominowali te wydarzenia („młodzi” w moim rozumieniu to ludzie do 40. lat, średnia wieku na demonstracjach KOD była dużo, dużo wyższa). Gdy pisałem o tym, że młodzi nie chcą demonstrować z KOD i nie identyfikują się z ruchem społecznym w obronie Trybunału Konstytucyjnego (jeszcze przed odejściem Kijowskiego), nie sądziłem, że w środku wakacji wyzwoli się nowa siła i energia. Zupełnie nic nie wskazywało na to, gdy jadąc pod pałac prezydencki, mijałem słynny Zbawix (na którym także bywam), który był zapełniony ludźmi. Miałem nawet żal do właścicieli, że w tak ważnej dla Polski chwili nie zamknęli swoich knajp, co byłoby zachętą bywalców do zainteresowania się stanem polskiej demokracji. Ale jakoś rozumiem, że biznes to biznes.



Co podziałało na młodych ludzi w Warszawie? Na pewno media społecznościowe. Na moim Facebooku większość postów związana była z ostatnimi wydarzeniami politycznymi. Łącznie z tym, że pojawiła się nakładka na zdjęcie profilowe z hasłem „brońmy sądów”, która stała się bardzo popularna. Efekt kuli śnieżnej? Być może, ale skala emocji użytkowników była wprost proporcjonalna do emocji posłów i posłanek debatujących w Sejmie. Najpierw ludzie publikowali posty o tym, by opozycja wreszcie mówiła jednym głosem – było to w czasie niedzielnej demonstracji pod sejmem. Potem pojawiły się wydarzenia Wszyscy Pod Sejm (organizatorem był KOD) oraz Łańcuch Światła pod Pałacem Prezydenckim (organizatorem KOD i Akcja Demokracja), ale jak na fejsbukową akcję nie przyciągnęły aż tak dużej liczby zainteresowanych, gdyż około 9 tys. użytkowników kliknęło, że jest zainteresowanych, choć informacja o wydarzeniach szybko obiegła media społecznościowe. Włączyli się w nią także politycy i polityczki opozycji, zachęcali do przyjścia. Nie można było tego przeoczyć.

W dobie Facebooka media tradycyjnie przestały być jedynym źródłem informacji. Liczba streamingów fejsbukowiczów z wczorajszych wydarzeń była bardzo duża, na bieżąco można było śledzić, co się dzieje. Emocje prezentowane w ten sposób się udzielają. Ludzie demonstrowali pod Sejmem przez cały dzień, więc byliśmy na bieżąco. Zarówno z relacjami dziennikarskim i komentarzami eksperckimi, jak i relacjami demonstrantów. Do tego w tym czasie toczyła się debata w Sejmie, która wyzwoliła ogromne emocje sprzeciwu przeciwko łamaniu demokracji. I tu jest klucz – bez demokracji nie ma wolności osobistej, a młodzi ludzi innego ustroju nie znają lub pamiętają go słabo, wolność jest dla nich kluczowa.
Młodzi ludzie mają świadomość polityczną, choć uważają, że demonstracje niczego nie zmienią, a przecież po dojściu do władzy i tak „wszyscy kradną” etc. Tym razem jednak sprzeciw wobec PiS i zawłaszczania najważniejszych instytucji państwowych stojących na straży demokracji i wolności był uwarunkowany tym, że młodzi ludzie nie chcą dyktatury.

Można było straszyć „Kaczorem dyktatorem” na wiecach, ale zawsze gdzieś miało się w głowie myśl, że przecież Polska jest krajem demokratycznym, jesteśmy w UE, nic nam nie grozi. Okazało się, że jednak władza nie ma zahamowań przeciwko zmianom ustroju. Nagle powycierane hasła stały się dość realne i bardzo groźne. Najpopularniejszym argumentem zachęcającym do uczestnictwa w demonstracjach na moim Facebooku było hasło: „co powiesz dzieciom, gdy zapytają, co robiłeś/robiłaś, gdy wprowadzono w Polsce dyktaturę?”. To już przestało być śmieszne.

Kolejna rzecz – młode pokolenie skandowało wspólnie pod Pałacem Prezydenckim „Adrian, wetuj!”. To też ciekawe, że jednak popkultura łączy ludzi, młodzi „Adriana” znają, tak piszą o nim w mediach społecznościowych. Jest to kod jasny, a ładunek emocjonalny nadanego imienia czytelny, choć z przymrużeniem oka. Jednak paski z niusami publikowanymi na gorąco przez TVP Info już nie były zabawne. Młodzi na to patrzą i nie dowierzają, że coś takiego mieści się w granicach debaty publicznej, w poważnej kiedyś telewizji. Dostają w twarz nazywaniem ich „zdradzieckimi mordami” czy „kanaliami”, zwłaszcza że to dość przyzwoici ludzie, bardzo ciężko harujący na wszystko, co osiągnęli, na dzieci i kredyty.

I wreszcie ostatnie moje spostrzeżenie. Gdy pod Pałacem zabrzmiał Hymn Polski, śpiewany na baczność przez kilka tysięcy osób, to zrobiło ogromne wrażenie i było wzruszające. Myślę, że dla wielu obecnych tam ludzi mogło być momentem przełomowym, a Hymn śpiewali być może po raz pierwszy w życiu z zaangażowaniem. Pojawiła się jedność zbudowana wokół obrony Polski przed dyktaturą jednej słusznej partii. Bo jednak o Polskę chodzi, nasze tu i teraz, o przyszłe pokolenia i w miarę stabilne życie. Jeśli będzie trzeba młodzi ludzie przyciągną swoich znajomych, ci kolejnych, a w mediach społecznościowych, w których spędza się czas praktycznie stale, tematu nie da się zignorować. Do tego zobaczyli, że Polską rządzi osoba pałająca chęcią osobistej zemsty.

Z rozmów ze znajomymi wynika następująca postawa: jakoś dziwnie było iść na barykady w sprawie, która bezpośrednio ludzi nie dotyczyła, zwłaszcza że „ginąć” za ten kraj (czytaj: za polityków) raczej nie byłoby warto, łatwiej wyjechać z Polski i żyć sobie w warunkach demokracji dojrzałej, uwzględniającej prawa obywatelskie, plus do tego prosty system podatkowy i przyzwoita pensja w pakiecie. Choć oczywiście to perspektywa warszawska, ludzi dość dobrze sytuowanych, wykształconych. A jednak na demonstrację poszli i w demokrację wierzą, w Polskę także. Do stracenia mają bardzo dużo i chyba to sobie uświadamiają.

Co z tego wyjdzie, nie wiem. To tylko moje obserwacje, a ten blog zajmuje się tematem młodych ludzi, do ruchu Occupy daleko, ale kilkudziesięciu tysiącom młodych ludzi (i starszych też) z całej Polski chciało się wyjść z domu. Pewnie za kilka dni sprawa przycichnie. Być może młodzi wyjadą za chwilę na wakacje. Może już dziś okaże się, że jest już za późno. Ale pojawiła się nadzieja!

Zapraszam do lektury moich wcześniejszych postów o związkach młodych ludzi z polityką
Dlaczego młodzi ludzie nie demonstrują z KOD?
Jarosław Kaczyński idolem młodych ludzi?

Trochę kultury, panie pośle. Dzieci patrzą
Wokół wyborów prezydenckich. Młodzież, polityka i popkultura
Trwa ładowanie komentarzy...