Natomiast „Brajanek” stał się emblematem dziecka w modelu określanym jako „bezstresowe wychowanie”. Dziecka, któremu wszystko wolno na placu zabaw, które szaleje w miejscu publicznym, a którego matka zajęta jest paleniem papierosa i plotkowaniem, zamiast zwracaniem uwagi na to, jak się jej synek zachowuje wobec innych dzieci.
Brajanek tylko z „nizin społecznych”? Skąd ta moda?
Kilka przykładowych wypowiedzi na forach (pisownia oryginalna).
znam taka parę z osiedla, która nazwała dziecko Brajan (pisownia oryginalna). PATOLOGIA. Brak stalej pracy, kłótnie, zdrady...Niestety ale wyjątek potwierdza regułę - to jednak najcżęściej margines nadaje dziekcu dziwaczne imiona by móc choc w ten sposób ubarwić swoje szare życie i wyróżnić się jakoś wśród tej minotonii i braku perspektyw. Ja mam syna Sebastiana i nawet do głowy mi nie przyszły Blejki, Riczardy czy inne Dzejsony.
Mam dokładnie takie samo wrażanie. Sąsiadka z piwem i papierosem w ręku, max 17 lat, druga ciąża. Pierwsze imię Brajan
Znam rodzine, oboje alkoholicy, on juz doszedl do etapu, ze zbiera puszki ze smietnika, czasem nawet zjada to ,co tam znajdzie, maja 3 dzieci, w tym dwoje urodzoych w nowej rzeczywistosci europejskiej, a jak i te dzieci nosza imiona Jenifer i Brian, albo Brajan, jak kto woli i zawsze bede twierdzic, ze takie imiona nadaja dzieci osobnicy z nizim Społecznych
Temat ten wywołuje ogromne emocje, które – moim zdaniem – generowane są przez trzy kwestie. Pierwsza to negatywne nastawienie Polaków do wszelakiej inności, zwłaszcza w wydaniu obcobrzmiącym – sam zapis imion prezentuje się bardzo obco, niepolsko i to już wystarczy, by była „beka” albo hejt. Po drugie: kwestia identyfikowania dzieci z biedą, rodzinami dysfunkcyjnymi, uzależnieniami i nastoletnim rodzicielstwem jest typowym wyobrażeniem. Do tego dochodzi potworny klasizm – stygmatyzacja społeczna, której doświadczyła 16-letnia beneficjentka programu 500+, artykułowana przez poczucie wyższości. Oto mamie Wiktorii, Oliwii czy Kacpra udało się w neoliberalnym schemacie uzyskać wykształcenie czy względną stabilizację ekonomiczną, więc uzurpuje sobie prawo do wypowiadania sądów i wyśmiewania się w internecie z tzw. „patologii”. Po trzecie - ujawnia się tutaj nowy model rodzicielstwa i dotyczy on większości rodziców, który w centrum świata stawia dziecko, jego potrzeby, rozwój - obecnie miłość rodziców do dziecka i zaświadczenie o jego wyjątkowości, zwłaszcza na tle innych dzieci, jest dość powszechne. Być może także stąd chęć wyróżnienia go oryginalnym imieniem. Dotyczy to także rodziców lepiej sytuowanych, którzy w imieniu dziecka upatrują kontynuację rodową, nadając mu imię po dziadku czy babci. Jest to odwrócony trend i również ujawnia się w tym pewien snobizm, ciągłość dynastii - to kolejny trop do zbadania (w kontekście rodzącej się klasowości społeczeństwa polskiego i pogłębiających nierówności społecznych).
Polaczki cebulaczki nadają takie imiona dzieciom bo wydaje im się, że dzięki temu synek "brajanaek" skończy lepiej niż ojciec Zenek zapi***lający przy łopacie, a córeczka "dżesika" nie będzie siedzieć codziennie na kasie w biedronce - tak jak matka Krycha.
Źródło przytoczonych wypowiedzi: snobka.pl
Z tych wypowiedzi wyłaniają się aspiracje rodziców, widać to nawet w komentarzach negatywnych. Chcą dla swoich dzieci dobrej przyszłości, innego życia, którego inspiracją jest amerykańska popkultura. Mnie to nie dziwi, skoro „american dream” wciąż jest dominującym przekazem w neoliberalnym systemie – trudno się od niego odciąć, a współcześni młodzi rodzice karmieni tym byli od dziecka na każdym kroku. Jeśli dołożyć do tego koncepcję młodego rodzicielstwa, to nie dziwi fascynacja inspirowana popkulturą w wydaniu amerykańskim, globalnymi trendami, przed którymi trudno się obronić. Powiew „wielkiego świata” bywa fascynujący, zwłaszcza gdy ma się świadomość trudnej codzienności oraz braku większych szans i perspektyw. Nie tylko wynika to z gorszego wykształcenia czy jakiejś szczególnie dotkliwej biedy, są przecież rejony w tym kraju, gdzie warunki życia i perspektywy są gorsze.
Jak jest naprawdę - statystyki
Od 1 marca 2015 roku oficjalnie można nadawać dzieciom nietypowe imiona, reguluje to ustawa Prawo o aktach stanu cywilnego. Warunkiem jest nadanie maksymalnie dwóch imion oraz zgoda USC. Brajanki, Dżesiki i Samanty pojawiły się wcześniej, więc USC wydawał zgodę na spolszczoną wersję anglojęzycznych imion.
Według statystyk MSWiA w 2014 roku najpopularniejszymi imionami były: Hanna, Lena, Zuzanna, Julia, Maja, Zofia oraz Jakub, Kacper Antoni, Filip, Jan, Szymon, a więc te „tradycyjne” i w miarę bezpieczne. W statystykach pojawiają się także imiona: Kewin, Kevin, Brajan, Brayan, Xavier, Nicole, Nicola, Jessica, Vanessa, Marika, Dorian, David, Beniamin, Alexander, Alex, Maya, Denis, Aron, Jonatan, Rita, Viviana, Nicolas, Victor. Pojawiają się także takie imiona, jak: Mieszko, Gniewko, Gniewomir, Dobrawa, Ziemowit, czyli te identyfikowane ze staropolskimi tradycjami. Obie wersje są obecnie dość „egzotyczne”. Jednak tytułowej Dżesiki brak w zestawieniu (źródło: MSWiA).
Idole popkultury nie inspirują aż tak bardzo (jeszcze...)
Sprawdziłem w statystykach, czy współcześni najwięksi idole popkultury, o których codziennie czytamy w mediach, stali się inspiracją dla rodziców. I okazuje się, że nie. Weźmy członków zespołu One Direction: Harry, Louis, Zayn, Liam, Niall – takich imion brak w zestawieniu, a przecież imię Harry nie brzmi specjalnie obciachowo i kojarzy się także z angielskim księciem. Nie ma także imion popularnych Kardashianek, jak Kim czy Kylie (idolka nastolatek), nawet samo imię Kylie (w wersji spolszczonej brzmi całkiem ładnie i może kojarzyć się z uznaną gwiazdą - Minogue). Nie ma Justina (Biebera) ani Dżastina. Nie ma także Britney ani Britnej (Spears). Na liście imion jest za to Selena (może być od Gomez – idolki nastolatków), ale imię to jest dość oswojone. Brak Demi (Lovato), Miley (Cyrus), Christiny (Aguilery). To imiona, które przychodzą mi do głowy, ale może polscy fani jeszcze nie dorośli , więc rodzicami zostaną za jakiś czas, wówczas imiona dzieci ich rówieśników nie będą raziły aż tak bardzo. Internet ułatwia sprawę, dlatego że spora część komunikatów jest po angielsku, a nieustanna wymiana informacji sprawia, że wiele z obcobrzmiących imion staje się oswojone.
Dżesiki i Brajanki – czas skończyć z beką
Myślę, że czas skończyć z beką. Dzieci nie są winne ani miejsca, w którym się urodziły, ani kompleksów rodziców, ani tego, jak mają na imię. Czym się różni mama Brajanka pokazująca na Facebooku zdjęcia jego „kupki” i niezliczoną liczbę fotografii od wielkiego menedżera z korporacji, który chwali się w mediach społecznościowych kolejną wyprawą do egzotycznego miejsca lub celebrytki pozującej w pożyczonym od projektanta ubraniu za kilka tysięcy złotych? Ci lepiej sytuowani powiedzą, że nie publikują zdjęć z sytuacji intymnych, ale w dobie przewartościowań wielu zasad, pokazanie nowego mercedesa czy zdjęcie drogiego dania w restauracji również może być (nie twierdzę, że jest) komunikatem wynikającym z kompleksów i presji udowadniania, że odniosło się sukces. To także odzieranie siebie z intymności i prywatności oraz komunikowanie własnego sukcesu. Tego samego chcą dla swoich dzieci – jak wynika z komentarzy – rodzice Dżesik i Kłentinków. Wszyscy aspirujemy, każdy z innego miejsca i startu, każdy z nas według swojej miary definiuje życiowe szczęście czy sukces. Mamy Brajanków także chcą zademonstrować wyjątkowość swoje dziecka i miłość do niego.
Bieda nie jest śmieszna, aspiracje wyrażone w pragnieniu lepszego świata dla swojego dziecka także. Poza tym – może faktycznie części rodziców takie imiona się podobają, tak po prostu, i chcą wyróżnić swoją pociechę wśród innych pociech.
