Dlaczego młodzi ludzie nie demonstrują razem z KOD?

Fot. Franciszek Mazur/Agencja Gazeta
Byłem na ostatniej demonstracji KOD w Warszawie i pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to nieobecność młodych ludzi i nastolatków. Średnia wieku, moim zdaniem, od 35. roku życia w górę (poza wyjątkami). W Walentynki młodzieżówka KOD demonstrowała pod Pałacem Prezydenckim, ale z relacji medialnych widać, że młodych ludzi było tam jak na lekarstwo (opieram się na relacjach, nie byłem tam). Dlaczego młodzi nie chcą demonstrować razem z KOD?

Nie zaskoczyło mnie to, analizowałem stosunek młodych ludzi do bieżącej polityki wiele razy, przyglądałem się ich wyborom politycznym (głosowanie za „prawicą”), więc dlaczego tym razem miało być inaczej? Wiemy także, że młodzi potrafią czasem się zbuntować przeciwko władzy. W przypadku mitycznej już walki z ACTA, gdzie chodziło o niezgodę na ochronę korporacyjnie rozumianej własności intelektualnej, czyli np. ograniczenie piractwa sieciowego – to się nie spodobało młodym ludziom przyzwyczajonym do tego, że wszystko mają na wyciągnięcie ręki i za darmo (w wielkim uproszczeniu, bo ACTA nie było dobrym rozwiązaniem). Zademonstrowali, zmobilizowali się i wygrali. To była ich SPRAWA. Kwestie demokracji i praworządności, w rozumieniu postulatów KOD, ich nie interesują. Dlaczego?



Walka przeciw ACTA była do tej pory największą mobilizacją młodych osób w sprawie ich osobistej wolności. Warto dodać, że skuteczną. Wielu komentatorów i publicystów do tej pory bazuje wyłącznie na tym przykładzie jako dowodzie na angażowanie młodych ludzi w życie publiczne. W zasadzie poza wydarzeniami zakorzenionymi, jak WOŚP, jest to jedyny tak wyraźny przykład. Dlaczego w dobie ustawy pozwalającej na inwigilowanie obywateli na wielu frontach młodzi milczą? Poza samą zgodą na podglądanie m.in. aktywności internetowych, dołożony został mniejszy nadzór sądów nad procedurami inwigilowania, a to już nie są przelewki. Główne ich inicjatywy zawodowe i prywatne to obszar internetu, więc tym bardziej dziwi brak (chociażby) internetowej mobilizacji na masową skalę. Młodzi nie chcą prywatności w sieci? Nie chcą demokracji? Nie czytają Konstytucji RP? Sprawa jest bardziej skomplikowana, ale śledząc aktywność młodych ludzi w internecie, można wychwycić ich nastroje.

KOD konserwuje zły system, a młodzi czekają na „dobrą zmianę”
Po pierwsze: w analizach pomijana jest kwestia zrozumienia życia młodzieży i młodych dorosłych, ich życia, przyzwyczajeń, budowania relacji rówieśniczych, sposobów komunikowania się i wyraźnego rozdzielenie ich świata ze światem dorosłych. Priorytetem nie jest praworządność państwa, bo mechanizmów funkcjonowania instytucji państwowych nie rozumieją niektórzy dorośli, ale poczucie bezpieczeństwa wynikające ze względnej wygody na poziomie materialnym, do której są przyzwyczajeni. Osoby dorosłe, które demonstrowały razem z KOD, mają je w miarę zapewnione: mają pracę, emerytury, kwalifikacje, by pracę podjąć, pewnie niektórzy demonstrujący mają słynne futro z norek w szafie, a ci, którzy nie mają, wiedzą, że muszą sobie same zapracować na swój byt, bo państwo im tego nie da. I wiedzą także, że nie w życiu nie ma nic za darmo, bo płacą podatki.

Tymczasem według EU SILC (2014) wskaźnik zagrożenia ubóstwem dla 17-latków wynosi 22%. Mimo względnej wygody życia większości nastolatków, martwią się oni o swoją przyszłość. Zwłaszcza gdy głośno się mówi o tym, że młodzi ludzie „przyszłości nie mają”.

Młodym zawirowania z Trybunałem Konstytucyjnym nie zmienią sytuacji np. na rynku pracy. Kwestia inwigilacji, np. treści internetowych, także nie wpłynie na ich życie. W zasadzie nic się tutaj nie zmienia w żadną stronę, dopóki edukacja będzie darmowa, a rodzice będą mieli pracę, by wesprzeć pociechy pracujące na umowach śmieciowych – dadzą radę. Póki z rynkiem pracy nie jest najgorzej, będzie się to kręciło. „Pokolenie Z” nie ma za dużych ambicji, a równocześnie chce wieść fajne i przyjemne życie. Nie jest jeszcze obciążone kredytem mieszkaniowym na 30 lat, często nie ma jeszcze własnych dzieci, jest wolne, mobilne, może się przemieszczać, może też żyć z dala od polityki.

Ale z drugiej strony, niekoniecznie chce być samodzielne i niezależne. Niekonieczne chce mieszkać w Polsce – zawsze mogą postawić wszystko na jedną kartę i wyjechać w celach zarobkowych. O zjawisku młodych dorosłych mieszkających z rodzicami także pisano wiele – rodzice raczej się temu nie przeciwstawiają, zwłaszcza że ich sytuacja zawodowa jest bardziej stabilna i widzą, że młodzi nie mają łatwo, mimo że sami ułatwiają im ten start bardzo.

PiS oferty jako takiej dla młodych ludzi nie miało, ale przemówiło językiem zapewniającym wsparcie – słynne 500 zł na dziecko jest wyrazem troski o rodzinę, darmowe leki z kolei o osoby starsze, a do tego jeszcze kwota wolna od podatku ma zostać zwiększona, by nie „okradać” najmniej zarabiających (choć żaden postulat jeszcze nie został zrealizowany). Okazało się podczas wyborów prezydenckich i parlamentarnych, że PO generowała lęki młodych ludzi, nie potrafiła wejść z nimi w dialog, uspokoić, zapewnić, że będzie dobrze, nie poprawiła ich sytuacji (praca na śmieciówkach), a w konsekwencji zbierała hejt na nieprawdopodobną skalę, co mnie – wieloletniego obserwatora nastoletniej popkultury – bardzo zaskoczyło. W internecie przez młodych utożsamiana była z partią, która okradała ludzi i przejadała podatki, pławiąc się w luksusach (ośmiorniczki) i wyrażając pogardę do biednych, ciężko pracujących obywateli (tak odbierani byli Radek Sikorski czy Bronisław Komorowski). Z kolei ugrupowania antysystemowe oferowały emocje proste do wyrażenia za pomocą złości, niezgody na otaczającą rzeczywistość. Bez uzasadnień ekonomicznych i bez intelektualnego zadęcia – bo emocje zawsze się łatwo sprzedają.

Korwin-Mikke czy Kukiz zapewniają nadal ich kanalizację i poczucie przynależności do grupy niezadowolonych, ale wbrew propagandzie PO na temat dobrobytu, którego studiujący obecnie nawet na dwóch kierunkach student już nie doświadczy, mimo Polski pełnej nowych autostrad i Pendolino. Warunkiem jest względnie znośne życie, zwłaszcza gdy pomogą rodzice. PiS z kolei ciągle odwołuje się do polskiej biedy, co potwierdziła także premier Beata Szydło podczas ostatniego wystąpienia w Brukseli (co także ma pokrycie w rzeczywistości). Inna retoryka, choć te same okoliczności i fakty, jednak w wydaniu antyplatoformerskim jest uważana za bardziej wiarygodną.

W tym sensie „oferta” KOD jawić się może jako wywrotowa propozycja ludzi z dawnego układu, którzy chcą cementować status quo. Jako propozycja dla uprzywilejowanych, niechętnych zmianom, które młodzi widzą jako konieczne do przeprowadzenia. Należy pamiętać, że oni nie pamiętają rządów PiS-u, nie pamiętają PRL-u, nie pamiętają szalejącego kapitalizmu z lat 90. XX wieku i neoliberalnego planu Balcerowicza, którego inkarnację widzą w Ryszardzie Petru i .Nowoczesnej – również wyśmiewanego przez młodych w internecie. Nie znają pracy na etat, mimo że pracują dużo, albo jeszcze nie podjęli pracy zarobkowej. To poglądy ekonomiczne i gospodarcze Korwin-Mikkego są bardziej popularne wśród tej części zaangażowanej młodzieży w internecie, dlatego też, że są wywrotowe, niż oklepana, choć bardziej bezpieczna dla wielu neoliberalna wizja gospodarki w wydaniu Petru.

„Otwartością” KOD versus paniczny strach przed „islamizacją” Polski
Druga kwestia to poczucie zapewnienia bezpieczeństwa jedności tożsamości zbiorowej rozumianej jako neoromantycznej wizji polskości w obliczu zjawisk, które to bezpieczeństwo podważają. Z jednej strony młodzi ludzie doceniają swobodę przemieszczania się, jaką daje przynależność do Unii Europejskiej, z drugiej strony obecnie największym zagrożeniem dla nich jest napływ imigrantów. I tutaj nastąpiła największa zmiana paradygmatu wpływu na młodych ludzi – dotąd to konsumpcjonizm i popkultura wiodły prym w treściach generowanych przez młodzież w internecie, teraz to strach przed „Obcymi” i „gimbopatriotyzm” dominuje w internetowych przekazach.

W internecie na stronach dotąd rozrywkowych, pełnych głupawych obrazków produkowanych dla „beki”, zaroiło się od antyimigranckich memów i komentarzy. Rozrywka zmieniła się w nienawiść, nawoływania do eliminowania ludzi potrzebujących pomocy (przykład: zdjęcie bramy Auschwitz z podpisem: „Polska jest gotowa na przyjęcie imigrantów”). Gdyby spece od PR-u pracujący dla PO odwiedzali strony rozrywkowe dla młodych ludzi, zobaczyliby wielką nienawiść skierowaną do Donalda Tuska, Bronisława Komorowskiego i Ewy Kopacz. W tym kontekście prezydent Andrzej Duda jawi się w internecie jako „niezłomny” i niemalże mąż stanu, gdy występuje przeciwko antyplatformerskim, a więc antysystemowym w ich mniemaniu, działaniom (np. w sprawie TK). Jest to paradoksalnym odwróceniem dotychczasowego dyskursu, dlatego PiS ze swoją retoryka długo będzie miał „rację”.

PiS wygrało również na podsycaniu nastrojów antyimigranckich – chcą bronić Polaków przed islamizacją Polski. Radykalny język, pełen rasizmu i ksenofobii, trafia idealnie do młodych odbiorców. Wreszcie ktoś bez ogródek twardo walczy o niezależność Polski, gdy kraje Unii Europejskiej stoją na krawędzi przepaści („enklawy szariatu”) i sami boją się muzułmańskiej społeczności. W obliczu zagrożenia populizmy wygrywają, gdy trafią na podatny grunt. Zostanie to wzmocnione poprzez patriotyczne projekty edukacyjne i wychowawcze, jakie zapowiada PiS. Przykładów oddziaływań antyimigranckiej propagandy nie trzeba szukać daleko, gdyż wykroczyła ona poza ramy internetu i wkroczyła na ulicę oraz do szkół.

KOD również w tym wypadku jest po złej stronie mocy, deklarując walkę o demokrację, deklaruje otwartość na podmioty współtworzące różnorodną wspólnotę obywateli, w której jest miejsce dla wszystkich.

Historia, której młodzi ludzie nie znają
Była sobie komuna - to młodzi ludzie wiedzą od rodziców, dziadków, ze szkoły, z książek i filmów, ale było to przed ich narodzinami. Zwykle w szkołach dzieje najnowsze omawiane są na samym końcu edukacji, a historia nowożytna i współczesna już dla mojego pokolenia uczącego się w wolnej Polsce była najnudniejsza w liceum i za bardzo oddalona od rzeczywistości (po latach inaczej się ją pojmuje). Niepamięć o braku wolności to jeden z czynników nieobecności młodych ludzi na demonstracjach. Oni mają wolność od zawsze i świat nieograniczony geograficznie w zasięgu ręki dzięki internetowi i smartfonom. Kategoria wolności w ich rozumieniu nie jest tożsama z państwem prawa, demokracją szanującą mniejszości, geopolityką, ale bardziej z dostępem do dobrodziejstw globalizacji i wolnego rynku: nowych technologii, zjawisk popkultury, idoli znanych wszystkim młodym ludziom na całym świecie. Polityka ich mało obchodzi w gruncie rzeczy, praworządność w ogóle – bardziej jest to kwestia emocjonalna ujawniająca się w obliczu globalnego zagrożenia (imigranci). Patriotyzm znów powrócił w treściach internetowych, ale w duchu konserwatyzmu, podszyty strachem, patriarchatem („my mężczyźni musimy chronić nasze kobiety i dzieci przed obcymi”) i mitycznej historii o narodzie wybranym (bez multi-kulti). Ważne okazały się cele zbiorowe, ochrona tożsamości narodowej, niż wolność osobista czy dojrzała demokracja.

Wina Tuska?
Rządy Donalda Tuska odpuściły kwestie wychowawcze, zakładając, że to dorośli obywatele mają wychowywać swoje dzieci i podopiecznych. Przez osiem lat można było wyedukować i wychować pokolenie otwarte na świat, Innych, tolerancyjne wobec mniejszości (nie można zapominać, że PO jednak była partią mało liberalną światopoglądowo, sprytnie unikała konfrontacji ze środowiskami kościelnymi), otwarte na współpracę. Szkoła jako ostatnia instytucja ma jeszcze szansę zadbać o wzrost poziomu kapitału kulturowego i społecznego młodych ludzi. Nie wszyscy rodzice mają czas dla swoich dzieci, a ten czas, który im poświęcają, często kończy się w galeriach handlowych lub przed telewizorem. Niekoniecznie przekazują dobre wzorce, co więcej, sami pchają swoje pociechy w kierunku konsumpcjonizmu.

PO nie zadbało o ten bardzo istotny aspekt dla całej generacji na różnych szczeblach edukacji. Dyrektorzy szkół zależni od układów personalnych między wójtem a plebanem również bali się poruszać kwestie związane z tolerancją (w dobie walki Kościoła katolickiego z gender), ale przykładu z góry nie mieli, w tym ważnego wsparcia administracji rządowej. W efekcie około 60% młodych obywateli do 30. roku życia zagłosowało ostatnio na partie konserwatywne i antysystemowe. A można by było to pokolenie wychować na otwartych obywateli, pełnych empatii, zaangażowanych w życie społeczności, wyposażonych w kapitał kulturowy. Zamiast wychowania obywatelskiego, młodzi teraz otrzymają wychowanie patriotyczne, co dla PiS zawsze było istotne jako dbanie o narodową ciągłość i przyszłych wyborców. Korwin-Mikke podczas przemówienia po przegranych wyborach parlamentarnych mówił publicznie, że jego wyborcy za chwilę osiągną pełnoletniość i w kolejnych wyborach oddadzą na niego głos. Wielu z nich tylko na to czeka, a popularność Korwin-Mikkego w internecie nie jest żadną fikcją.

Innym uzasadnieniem nieobecności młodych ludzi na demonstracjach KOD mogą być banalne fakty, że odsypiali weekendowe imprezy, nie chciało im się wychodzić na mróz, atrakcyjniejsze mogły być dla nich wyprzedaże w galeriach handlowych bądź spotkania z przyjaciółmi, porządki w mieszkaniach czy obserwowanie przebiegu demonstracji przed telewizorem. A na widok skompromitowanych, w ich mniemaniu, polityków na ekranie, zawsze mogli zmienić kanał.
Trwa ładowanie komentarzy...