Nauczyciele ostatnią deską ratunku dla twojego dziecka. Rodzicu, pomyśl o tym, zanim zmieszasz ich z błotem

Fot. flickr.com/Shelby Steward
Zawód nauczyciela jest obecnie obarczony ogromną odpowiedzialnością za młodego człowieka. Nie tylko za jego wiedzę. Powtarzam we wszystkich swoich publikacjach, że to właśnie szkoła jest ostatnią instancją, która jeszcze może mieć wpływ na wzrost poziomu kapitału społecznego oraz kulturowego dzieci i młodzieży. Instancja rodziny się nie sprawdza w aktualnej rzeczywistości jako przekaźnik wzorców i nawyków, np. kontaktu z szeroko rozumianą kulturą – rodzice są zapracowani, zestresowani, nie mają czasu dla dziecka, nie mają siły po całym dniu tyrania, są wypompowani psychicznie oraz - co istotne - nie mają kompetencji.

Poza tym rodzice sami nie dają dobrego wzorca, pchając swoje pociechy w świat tandety, konsumpcji i negatywnych skutków oddziaływania popkultury. Rodzice także nie mają czasu na wychowywanie. Niektórzy całą odpowiedzialność za to zrzucają na szkołę, do której chodzą z postawą roszczeniową i w gotowości na konfrontację, zamiast współpracę. Szkoła stała się dla nich kolejnym miejscem świadczenia usług, a w neoliberalnym pojmowaniu edukacji wiadomo, że klient (rodzic) ma swoje wymagania, skoro za to płaci (np. podatki). Najczęściej dając z siebie bardzo mało. (dla przykładu: To dorośli wpajają dzieciom zamiłowienie do konsumpcjonizmu i tandenty).



Młodzież słucha chłamu
Dlaczego jest to takie ważne? Przejrzyjcie statystyki YouTube’a. Kilkudziesięciomilionowe wyświetlenia filmików polskich wykonawców świadczą o ich niebywałej popularności, najczęściej wśród młodych użytkowników serwisu. Najczęściej są to piosenki bardzo złe, a do tego często śpiewane nieczysto, z tekstem równie niedobrym, grafomańskim, o niczym. Gdyby uczeń był wyposażony w wiedzę i umiejętności, nie słuchałby utworów, których jakość artystyczna pozostawia do życzenia. Wystarczyłoby nauczyć dziecko podstaw grania na instrumencie, podstaw śpiewu, czytania nut, sposobu organizowania utworu muzycznego, historii muzyki.

Czy wiecie, że według postawy programowej stworzonej przez ekspertów MEN: uczeń klas szkoły podstawowej powinien potrafić bardzo dużo i przejść do gimnazjum wyposażony w wysokie kompetencje, które są obce przeciętnemu dorosłemu. Dla przykładu: odróżnia instrumenty muzyczne, głosy ludzkie (np. sopran, alt), zna podstawowe terminy muzyczne i potrafi je przekuć na praktykę podczas śpiewu, oczywiście śpiewając stosuje technikę oddechu, dykcji, emisji, poza tym gra na instrumencie ze słuchu i z wykorzystaniem nut [1].

Jak jest w praktyce? Czy z taką wiedzą na poziomie szkoły podstawowej mieliby szansę zaistnieć marni wykonawcy niepotrafiący śpiewać? Nie, gdyż nie znaleźliby odbiorców. O gustach się nie dyskutuje, ale można je kształtować.

Kształcimy pokolenie analfabetów
To samo dotyczy innych dziedzin. Dziecko nie czyta – grozi nam wtórny analfabetyzm pokoleniowy. Skoro nie czyta, to nie tylko ogranicza siebie samego, nie rozwija się, ale także będzie mieć trudność z przyswajaniem wiedzy. Zamiast katować lekturami, które mało kogo interesują, można zmienić program tak, by był on ciekawy dla młodego człowieka. Przede wszystkim należy wyrabiać nawyki czytelnicze. Temu właśnie poświęcają się szkoły. Tworzone są programy rozbudzania czytelnictwa, które nazywają się różnie, np. program poprawy stanu czytelnictwa (Szkoła Podstawowa w Wolborzu), plan działań podniesienia czytelnictwa (Zespół Szkół w Lipowinie), rozwijanie programu naprawczego czytelnictwa (Gimnazjum nr 2 w Mielcu), rozwijanie zainteresowań czytelniczych (Gimnazjum w Dzikowie). Inną kwestią jest skuteczność pomysłów zawartych w planach, ale nauczyciele i bibliotekarze naprawdę się starają. Jednak dziecko powinno także czytać codziennie w domu, a nie zawsze ma kto tego dopilnować.

Nawyk czytania i weryfikowania informacji jest skuteczną bronią przed populizmem. Tak też powinna być prowadzona edukacja, by umieć wyszukać informacje, zrozumieć je, zanalizować i odpowiednio skomentować.

To samo można powiedzieć o wyborze filmów, programów telewizyjnych, przyswajania treści reklamowych, spędzania czasu bezrefleksyjnie w sieci zamiast wyboru treści, które są w jakiejś mierze konstruktywne i wartościowe.

Hejt chlebem powszechnym
To także zadanie dla nauczycieli. Uczeń powtarza to, co usłyszy w domu, przeczyta w internecie, w którym czuje się bezkarny i niewidzialny. To kolejny wielki temat, który jest wałkowany wszędzie. Nawet pani premier Ewa Kopacz zamalowywała w trakcie kampanii wyborczej ściany budynków, by ukryć nienawistne napisy. To akurat bardzo na plus dla szefowej rządu. Szkoła jest tutaj naprawdę ostatnią deską ratunku. Sądzę, że hejtem zmęczeni są także uczniowie, zwłaszcza że kreowane postawy agresji przenoszą się z wirtualu na szkolny korytarz (pisałem o tym wielokrotnie w postach na blogu w naTemat.pl). Jest tego po prostu za dużo wszędzie i zjawisko to się nasila. Niezbędne są stosowne programy wychowawcze, stanowcze stanowisko płynące „z góry” oraz współpraca rodziców i opiekunów, którzy często nie mają świadomości tego, co ich pociecha wypisuje w internecie, w jaki sposób komunikuje się z rówieśnikami. Temat hejtów nasilił się ostatnio wraz z „dyskusją” dotyczącą imigrantów i uchodźców. Jest więc duża szansa na to, że pojawią się projekty systemowe dążące do społecznej zmiany.

Równość i różnorodność
To terminy z trzeciego sektora, ale nie ma edukacji bez przekazywania treści odnoszących się do wzajemnego poszanowania, które jest podstawą wzrostu poziomu kapitału społecznego. Kapitał społeczny to również ważne zagadnienie dlatego, że podnosi się wraz z nim skuteczność współpracy, zaufania społecznego, otwartości, co przekłada się także na wzrost poziomu gospodarczego (co wykazane zostało w publikacji „Polska 2030”). Otwartość to także tolerancja i poszanowanie odmienności. Temat bardzo na czasie, gdyż coraz barwniej jest na polskich ulicach, a równocześnie pojawiło się coraz więcej „brunatnych” postaw i komunikatów. Zwłaszcza w internecie. Temu też poświęca się szkoła, kreowanie postaw otwartości to także element wychowawczy.

To cztery obszary, które zaliczyłbym do kluczowych kompetencji szkoły i nauczycieli, aby wychować uczniów i uczennice adekwatnie do ich aktualnych potrzeb. W kontrze do popkultury i konsumpcji, a także w kontrze do postaw przemocowych i agresywnych. Jest to bardzo trudne dla nauczycieli, zwłaszcza że zwykle nie starcza im czasu na realizowanie programów nauczania, a to jest priorytet szkoły.

Nie neguję popkultury, zająłem się nią także dlatego, że ją po prostu lubię, ale ja jestem świadomym odbiorcą tych treści, negatywnych skutków oddziaływania oraz jestem świadomy swoich wyborów. Doceniam rozrywkowy charakter np. głupawych programów telewizyjnych, ale równocześnie nie są to jedyne treści, którymi się karmię. Chodzi o to, by szkoła rozwijała takie kompetencje młodych ludzi, by mieli oni wybór między słuchaniem piosenek wokalistki, która kompletnie nie potrafi śpiewać, a piosenkami z innej półki, z doskonałym wokalem i mądrymi tekstami.

Warto docenić nauczycieli, dlatego, że ich rola w kształtowaniu dobrych postaw jest nie do przecenienia. Szkoła została ostatnią niezdobytą twierdzą i ostatnią nadzieją, by ukształtować młodych ludzi na świadomych swoich wyborów przyszłych obywateli. Brzmi to górnolotnie, ale to właśnie na nauczycielu i szkole spoczywa ta odpowiedzialność. A nie mają łatwo, gdyż są atakowani z wielu stron.

Z okazji Dnia Nauczyciela (Dnia Edukacji Narodowej), który przypada 14 października, życzę nauczycielom i wychowawcom wytrwałości w poczuci misji oraz godziwego wynagrodzenia!

[1] Cytat z mojego tekstu „Zamień destrukcję w kreację. O fenomenie książki, którą trzeba zniszczyć”, w którym poruszam temat podstaw edukacji kulturalnej w szkołach, „Problemy Opiekuńczo-Wychowawcze” nr 2/2015.
Trwa ładowanie komentarzy...