O autorze
Zapraszam dorosłych do świata nastolatków, o którym często nie mają zielonego pojęcia. Jestem autorem książki „Zakaz wstępu! O młodzieżowej (pop)kulturze i relacjach społecznych”, prowadzę stałą rubrykę "Świat młodzieżowych fascynacji" w „Problemach Opiekuńczo-Wychowawczych”. Pracuję w instytucie badawczym jako m.in. redaktor czasopism naukowych.

Wokół wyborów prezydenckich. Młodzież, polityka i popkultura

Fot. Shutterstock
Polityka dopada każdego nastolatka, nawet jeśli ten uważa ją z nudną, a polityków poznaje na Facebooku w formie sparodiowanej. Najwięcej jej jest w mediach społecznościowych, choćby pod postacią memów internetowych, fanpage'y związanych z kandydatami na urząd prezydenta, „mądrości” na Kwejku czy Demotywatorach. Młodzi chłoną treści antyestablishmentowe, ale przetwarzają je najczęściej na tzw. „bekę”. Czy rzeczywiście "gimbaza" tak ochoczo popiera Korwin Mikkego? Warto przy okazji wyborów prezydenckich obalić kilka mitów związanych z podejściem młodych do polityki i ekonomii.

Dzieje się tak z wielu powodów: po pierwsze, nie znają jeszcze życia, wiadomo trudnego początku dorosłości dopadnie ich dopiero za kilka lat. Po drugie, obserwują swoich rodziców i opiekunów, widzą, że dorośli wypruwają z siebie flaki, by związać koniec z końcem. Po trzecie: śmiech jest formą odreagowania, gdyż zdają sobie sprawę z tego, że w Polsce czeka ich trudny start w dorosłość. Uprzywilejowane dzieciaki z tzw. „bogatych domów” mają oczywiście łatwiej, ale efekty kryzysu gospodarczego mogą ich dopaść w każdej chwili, co pokazał przykład „frankowiczów” rezygnujących z dóbr luksusowych, wyjazdów w Alpy i zaciskających pasa.

Polityka, popkultura i mity narosłe wokół młodzieży
Wybory prezydenckie idealnie wpisują się w młodzieżowe trendy. Hejterzy i zwolennicy kandydatów i kandydatki na urząd prezydenta RP przejmują kody porozumiewania się nastolatków. Wydaje się, że ciekawsze w tej kampanii prezydenckiej są działania na portalach społecznościowych, niż jej odbicie w mediach głównego nurtu (Zobacz także artykuł: Co myślą młodzi Polacy o wyborach prezydenckich? Odpowiedzi należy szukać na Facebooku). Pojawiają się głosy zewsząd, że poziom kampanii jest bardzo słaby, niemerytoryczny, bazujący na emocjach, a nie na faktach. Do tego dochodzą kandydaci zwani przez media „antysystemowymi”, jak Paweł Kukiz czy Janusz Korwin Mikke, zagospodarowujący przestrzenie osób niezadowolonych. To również działa na nastolatki jak woda na młyn, ale więcej w tym jest wyobrażeń dorosłych o młodzieży niż ich realnych postaw względem identyfikowania się z dominującym dyskursem publicznym.

Myślimy o młodzieży jako zbuntowanej, z założenia antysystemowej, wymykającej się opresji szkoły i rodziców albo tej wygodnej, dla której bardziej liczą się przyjemności i konsumowanie niż ciężka praca. Inaczej to wygląda z perspektywy tak chętnie opisywanej w mediach młodzieży warszawskiej, a inaczej spoza dużych aglomeracji, gdzie nastolatki także pracują w czasie wakacji albo w gospodarstwach. Pracują, bo nie mają za bardzo wyboru. Pojawiają się także głosy, że młodzi skręcają w prawo, że są bardziej konserwatywni niż pokolenie rodziców, chętniej prezentują radykalne poglądy. Pewnie jakiś procent młodych ludzi utożsamia się z postawą zwaną „narodowo-katolicką”, zwłaszcza jeśli wynieśli wzorce z domu, jak słynna Marysia z Gorzowa, która była hołubiona przez prawicowe media i portale plotkarskie po tym, jak nazwała ówczesnego premiera Donalda Tuska „zdrajcą Polski”. Ale badania mówią co innego. Pokazują, że młodzi ludzie polityką się po prostu nie interesują, co zaprezentuję na przykładach.

Kolorowy świat popkultury, idoli, gadżetów, gier wideo, galerii handlowych, hipsterskich lokali, fajnych ciuchów z sieciówek albo od polskich projektantów trochę zamydla młodym ludziom obraz rzeczywistości. Nieco starsi mają wzorce podobne, gdy pod płaszczykiem „hipsteriady” na warszawskim placu Zbawiciela mogą udawać, że są ponad smutną i szarą rzeczywistość. Uważa się, że wszystko podane na tacy – obecnie mówi się o świetnie wykształconym i obytym w świecie „Pokoleniu Y”, dla którego ważniejsza jest atmosfera w pracy niż wysokość zarobku czy prestiż wykonywanej profesji. To oczywiście łatwiej odnieść do mieszkańców wielkich miast, którzy łatwiej nabyli kapitał kulturowy i społeczny, bo większe ośrodki dają więcej możliwości. Jednak jest to tylko wycinek prawdy. Rzeczywistość bywa brutalna, zwłaszcza u progu dorosłości.

Garść statystyk
• 35% młodych chce emigrować
Według badań Głównego Urzędu Statystycznego z 2013 roku młodzi są gotowi do wyjazdu za granicę. Szacunkowo jest to około 35% osób w wieku 18-24 lat. Z jednej strony to dobry znak, wiadomo nie od dziś, że podróże kształcą i hartują, zwłaszcza gdy za granicą czeka ciężka praca fizyczna. Z drugiej strony w obliczu nieprzyjaznej administracji, rozmaitych restrykcji, powszechności umów śmieciowych i niskich zarobków w pierwszej pracy, jest to jakaś alternatywa. Pisanie, że obecnych nastolatków tutaj nic nie czeka, to także demagogia, ale niewątpliwie w Polsce będzie im trudno, choć poza krajem przecież też nie będzie lekko.

• czy młodzi rzeczywiście są roszczeniowi?
Mówi się także, że ludzie u progu dorosłości są roszczeniowi. Z badania „Przyszłe kadry polskiej gospodarki" zrealizowanego przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości z maja 2014 roku wynika, że młodzi ludzie chcieliby zarabiać w pierwszej pracy około 3,7 tys. zł brutto (2 650 zł netto), tymczasem według badań TNS Polska w ramach „Projektu praca” z 2014 roku pracodawcy oferują im 1 600 zł na rękę – to zbyt mało, by się usamodzielnić (badanie zrealizowano na podstawie zapytań w 500 firmach). Oczekiwania wynagrodzenia na minimalnym poziomie nie są wyrazem postawy roszczeniowej, gdy wynajęcie pokoju w dużym mieście zajmuje pół pensji - ten mit roszczeniowości także warto obalić.

• młodzi nie chcą się wyprowadzać od rodziców
Młodzi dorośli Polacy usamodzielniają się coraz później. Z danych Eurostatu z 2014 roku wynika, że 43,5% osób w wieku 25-34 mieszka z rodzicami. Media określiły to zjawisko mianem „bamboccini”, w nawiązaniu do dorosłych Włochów, którym wygodnie mieszka się z rodzicami. W Polsce do tego 1/3 osób niemieszkających samodzielnie nie ma pracy (więcej: Europejskie badanie dochodów i warunków życia” (EU-SILC) w 2013 roku, materiały konferencyjne GUS z dn. 22.12.2014 r., s. 8-9). Można mówić także o wygodzie młodych ludzi i jest to argument mający pokrycie w rzeczywistości, ale faktem jest, że zarobki nie pozwalają na samodzielne życie.

Nie ma się czemu dziwić, gdy wkroczy się w świat dorosłych, o których nie mówi się w kontekście postaw roszczeniowych. Weźmy jako przykład oczekiwane zarobki polskich emigrantów: jak podaje Narodowy Bank Polski (dane z kwietnia 2015 roku), 25% dorosłych mogłoby rozważyć powrót z emigracji, gdyby zarabiali od 4-6 tys. zł, co dziesiąty chciałby zarobki rzędu 6-8 tys. zł, a 1/5 w ogóle nie rozważa powrotu za żadne pieniądze. W obliczu różnicy w zarobkach na Zachodzie i podobnych cenach, to nie są fanaberie.

Gimbaza uważa politykę za nudną i wcale nie popiera Korwin Mikkego
W ubiegłym roku opublikowałem artykuł w miesięczniku naukowym „Problemy Opiekuńczo-Wychowawcze” zatytułowany „Młodzież w objęciach „poppolityki” (nr 7/2014), analizowałem w nim m.in. fenomen rzekomego uwielbienia gimbazy do Janusza Korwin Mikkego, zwanego także „Krulem”. Z błędem ortograficznym w wyrazie, co miało pokazać, że gimnazjaliści są zwyczajnie niewyedukowani oraz oczywiście ośmieszyć lidera ówczesnego Kongresu Nowej Prawicy, który zyskał mandat w Europarlamencie, ale przecież nie dzięki głosom nastolatków. Wbrew pozorom wsparcie państwa na różnych poziomach, w tym dla najsłabszych i marginalizowanych społecznie, od którego odżegnuje się, mówiąc eufemistycznie, europoseł, jest powodem, dla którego emigrujący chcą zostać w krajach Europy Zachodniej. Nie tylko uwzględniają kwestie podatkowe i administrację przyjazną obywatelom, ale także wsparcie państw zachodnich w postaci świadczeń, także tych z pomocy społecznej. Zresztą to było osią sporu podczas wystąpienia Donalda Tuska w Parlamencie Europejskim, którego sprawcą był Nigel Farage, gdy zarzucił przewodniczącemu Rady Europejskiej, że Polacy pracujący w Wielkiej Brytanii pobierają zasiłki na dzieci mieszkające w Polsce.

We wspomnianym artykule przywołałem statystki dotyczące postaw młodych ludzi wobec polityki, które przytoczę w całości:

Zacznijmy od najnowszych badań CBOS przeprowadzonych w listopadzie i grudniu 2013 roku na próbie 1360 uczniów ostatnich klas szkół ponadgimnazjalnych. Wynika z nich, że młodzież nie interesuje się polityką. Dla przykładu: w 1996 roku 13% badanych twierdziło, że w ogóle nie interesuje się polityką, a w 2013 roku już 31%. W nawale bodźców polityka jest po prostu nudna. Młodzież ma ciekawsze zajęcia, nie wspominając o internecie jako medium, bez którego nie wyobraża sobie życia. Warto dodać, że bardziej nie interesują się polityką dziewczyny (35%). Z kolei 72% ankietowanych nie jest w stanie w ogóle określić swoich poglądów politycznych. Bardziej zainteresowani są uczniowie liceów niż szkół zawodowych. Ale gdy mowa o sympatii do partii politycznych, wygrywa Prawo i Sprawiedliwość. Za nim Platforma Obywatelska, Twój Ruch oraz Kongres Nowej Prawicy. Tak w skrócie można określić postawę uczniów ostatnich klas szkół ponadgimnazjalnych, a więc prawie dorosłych obywateli, często już pełnoletnich. Tym samym można obalić mit, że gimbaza tak ochoczo popiera Korwin Mikkego, jak sugeruje się to w mediach społecznościowych.

Nawet jeśli nastolatki nie interesują się polityką, uważają ją za nudną, to i tak polityka ma wpływ na ich obecne życie. W tekście poruszyłem kwestie ekonomiczne, postaw wobec emigracji, zarobków, umów śmieciowych, rzekomych wygód i roszczeniowości – to także wynika z polityki rządu wobec młodych, która nie daje im perspektyw. Cała nadzieja, o czym pisałem wielokrotnie na łamach tej rubryki, w systemie edukacji, który będzie miał przełożenie względem rynku pracy, dominacji popkultury oraz postaw konsumpcyjnych i nowych formuł relacji społecznych. Pamiętajmy, że nastolatki już za chwilę będą miały prawo głosu, ale nie obawiam się, że będą wybierać populistów, nawet jeśli czeka ich trudny start w dorosłość.

To, że interesują się postaciami wyrazistymi, kontrowersyjnymi, może sugerować poparcie wizji danego polityka, ale wynika to bardziej z mechanizmów kreujących zjawiska popkulturowe, podobne do kreowania zainteresowania celebrytami, niż realne sympatie.
Trwa ładowanie komentarzy...